- Pora się już pożegnać tato. Za
trzy godziny mam samolot. – powiedziałam, starając się zatrzymać łzy
napływające do oczu. Wiedziałam, że tego dnia moje życie wywróci się do góry
nogami, ale nie miałam innego wyjścia. Musiałam wyjechać.
- Do zobaczenia, skarbie. –
odparł tata również wyraźnie powstrzymujący się przed płaczem. Na ten widok
moje serce rozpadło się na milion kawałków. Nie mogłam jednak dłużej tego
ciągnąć. Pożegnania prawie zawsze są bolesne, dlatego najlepiej szybko je
zakończyć i ruszyć w świat. Zabrałam więc swoją ostatnią walizkę i schowałam do
bagażnika stojącej przed domem taksówki. Przed wejściem do auta ostatni raz
obejrzałam się za siebie. Jeszcze raz przemierzyłam wzrokiem dom i cały ogród.
Posłałam niemrawy uśmiech Werze – mojej ukochanej psinie, która smutno na mnie
patrzyła jednocześnie przechylając głowę – zupełnie jakby wiedziała co za
chwilę się wydarzy. Po chwili siedziałam już na tylnym siedzeniu starego
mercedesa w210, który służył za taksówkę. Pospiesznie otarłam spływającą po
policzku samotną łzę.
- Nie ma
co się rozklejać – pomyślałam. - Będę trochę tęsknić, ale tam, w Londynie,
czeka na mnie nowe, lepsze życie. No i oczywiście na miejscu są już Monia z
Chrisem, dwójka najzabawniejszych ludzi jakich znam. Z nimi nawet nie będę
miała czasu by tęsknic z domem.