niedziela, 24 stycznia 2016

Prolog.

- Pora się już pożegnać tato. Za trzy godziny mam samolot. – powiedziałam, starając się zatrzymać łzy napływające do oczu. Wiedziałam, że tego dnia moje życie wywróci się do góry nogami, ale nie miałam innego wyjścia. Musiałam wyjechać.
- Do zobaczenia, skarbie. – odparł tata również wyraźnie powstrzymujący się przed płaczem. Na ten widok moje serce rozpadło się na milion kawałków. Nie mogłam jednak dłużej tego ciągnąć. Pożegnania prawie zawsze są bolesne, dlatego najlepiej szybko je zakończyć i ruszyć w świat. Zabrałam więc swoją ostatnią walizkę i schowałam do bagażnika stojącej przed domem taksówki. Przed wejściem do auta ostatni raz obejrzałam się za siebie. Jeszcze raz przemierzyłam wzrokiem dom i cały ogród. Posłałam niemrawy uśmiech Werze – mojej ukochanej psinie, która smutno na mnie patrzyła jednocześnie przechylając głowę – zupełnie jakby wiedziała co za chwilę się wydarzy. Po chwili siedziałam już na tylnym siedzeniu starego mercedesa w210, który służył za taksówkę. Pospiesznie otarłam spływającą po policzku samotną łzę.

- Nie ma co się rozklejać – pomyślałam. - Będę trochę tęsknić, ale tam, w Londynie, czeka na mnie nowe, lepsze życie. No i oczywiście na miejscu są już Monia z Chrisem, dwójka najzabawniejszych ludzi jakich znam. Z nimi nawet nie będę miała czasu by tęsknic z domem.